Strajk Nauczycieli (Repost z FB 10.04.19)
Dzisiaj trochę o tym, dlaczego nie popieram strajku nauczycieli. Przede wszystkim pod większością strajków w naszym kraju nie jestem chętny się podpisywać. Nie popieram strajkujących nauczycieli, lekarzy, górników, złotówiarzy itp. W ostatnim czasie jedyny protest, który jestem gotów poprzeć to protest Agrounii. Dlatego, że oni nie chcą od nikogo więcej pieniędzy. Domagają się aby przestać im przeszkadzać zarabiać na siebie. Chcą rozwiązania systemowego, aby znieść embargo przede wszystkim na handel z Rosja. Dla przykładu od wielu wielu lat duża część naszych rolników handlowała z Rosja produkując specjalna odmianę jabłek na wschodni rynek. Obecnie nie mogą tego dalej uskuteczniać przez idiotyczne embargo.
Wybaczcie mi, że odbiegam od tematu nauczycieli, ale musiałem przytoczyć ten przykład aby być lepiej zrozumianym. Wracając już do obecnego strajku ZNP, chcę mocno podkreślić iż domaganie się tysiąca podwyżki dla wszystkich nauczycieli - bez uwzględniania czyiś kwalifikacji celem weryfikacji czy dany nauczyciel zasłużył chociażby na obecne wynagrodzenie - jest już czysto komunistyczne. Jest to dodatkowo domaganie się podwyżki kosztem innych grup zawodowych utrzymywanych z podatków. Co więcej, z uwagi na to że nadal wydajemy jako kraj więcej niż zarabiamy (zadłużanie się w mniejszym stopniu niż się zakładało to nie nadwyżka, a przedstawianie tego w tvp jako sukces to już skurwysyństwo xD) to taka podwyżka oznacza dwa możliwe scenariusze. Scenariusz A: dostają hajsik w taki sposób ze gdzieś indziej ta kwota zostanie zabrana np. 13stka u policji. Scenariusz B: dużo bardziej prawdopodobny. Jako że socjaluchy uważają że pieniądze można sobie wypuścić tak po prostu to pokuszą się o dodrukowanie brakującej kwoty.
Oczywiście żeby było jasne popieram dążenie do tego aby ludziom żyło się godnie. Ale nie tędy droga. Nie kosztem innych grup społecznych.
Jedynym słusznym jak na nasze realia rozwiązaniem jest wprowadzenie bonu edukacyjnego, o którym pisałem jakiś czas temu. Kasę jaką obecnie przeznaczamy na całą edukacje z budżetu dzieli się przez liczbę dzieci w wieku szkolnym. Otrzymaną kwotę na jedno dziecko dostają rodzice w postaci bonu edukacyjnego, który to przekazują wybranej szkole bezpośrednio. Tym sposobem poziom edukacji rośnie, bo doceniana jest jakość. Szkoła dostaje hajs bezpośrednio zamiast jak w obecnej sytuacji przechodzący przez dziesiątki lepkich urzędniczych rączek. Dobrzy nauczyciele utrzymują lepsze wynagrodzenie, a szkoły zatrudniające słabych nauczycieli bankrutują. Wot wsio! Wygrywa jakość.
Dodam jeszcze że sam Broniarz gadający o blokowaniu promocji uczniów jako o orężu brzmi po prostu jak sabotażysta. Co do orężu, to patrząc... sam przypomina jakiegoś myślą nieskalanego Morgensterna.
Komentarze
Prześlij komentarz