Bon Edukacyjny (Repost z FB 11.03.2019)
Niestety niechętnie ale muszę się odnieść do mocno nagłośnionego tematu karty LGBT. Niechętnie dlatego że męczy mnie już trochę skupianie się na skutkach systemu edukacji, zamiast na tym jak go naprawić. Patologiczny system będzie produkować patologiczne sytuacje. Otóż temat całego oburzenia wobec karty LGBT jest wynikiem beznadziejnego systemu narzucania przez urzędników poprzez program nauczania, tego o czym mają się uczyć dzieci. Społeczeństwo jest zróżnicowane i w takim systemie zawsze ktoś będzie dyskryminowany. Wprowadzanie na silę edukacji o LGBT jest jawnym dyskryminowaniem katolickiej i tradycyjnej części społeczeństwa, a z drugiej strony religia (katolicka) w szkołach dyskryminuje inne mniejszości religijne.
Dlaczego o tym piszę? Otóż nie ma edukacji idealnej, bo gdyby taka istniała to na świecie chodzili by sami geniusze. Można jednak zdecydowanie usprawnić system edukacji w naszym kraju. I pośrednio rozwiązać wiele problemów takich jak niskie zarobki nauczycieli, niski poziom edukacji, dyskryminacja itd.
Oczywiście najlepsza jest prywatyzacja szkół, ale wtedy podnosi się larmo „KOGO STAĆ NA PRYWATNĄ SZKOŁĘ!?” Zatem ktoś bystry wymyślił jak stworzyć bardziej efektywny półprywatny system dla ludzi, którzy nie potrafią wyzbyć się postrzegania obecnej edukacji jako darmowej - Nie! Ona nie jest darmowa. Finansowana jest z podatków.
W mojej ocenie najlepszym rozwiązaniem na system przejściowy jest bon edukacyjny. Polega to na tym, że sumę wszystkich pieniędzy z budżetu, jakie wydaje się na szkolnictwo, dzieli się przez ilość dzieci w wyniku czego otrzymujemy kwotę przypadającą na jedno dziecko. Następnie umieszcza się te kwotę w specjalnym banku, który drukuje czeki na tę sumę i wręcza je rodzicom. Rodzice płacą nimi w szkołach, które sami wybierają dla swoich dzieci. Takie rozwiązanie jednak wymaga całkowitego, lub mocnego ograniczenia ministerstwa edukacji, które to pożera ogromne ilości funduszy. W przypadku bonu edukacyjnego, pieniądze nie przechodzą drogą redystrybucji poprzez dziesiątki instytucji i lepkich rączek oraz odpowiednio pomniejszone o urzędniczą łapczywość.
Dzięki temu chętnie wybierane dobre szkoły rozwijały by się fantastycznie oferując coraz to lepsze warunki edukacji, a szkoły wybierane rzadko by bankrutowały. W normalnym systemie potrzebne są bankrutujące szkoły. Nie powinna mieć miejsca sytuacja taka, że stałe dofinansowanie otrzymują szkoły zarządzane w sposób patologiczny. Jest to wtedy dyskryminacja wobec dobrych szkół.
Kolejnym przykładem mogą być korepetycje. Czy jak dziecko idzie na korepetycje to czy to jest finansowane z ministerstwa edukacji? No oczywiście, że nie! Odbywa się to naturalną drogą świadczenia usługi. Rodzice wybierają do którego korepetytora warto wysłać dziecko i płacą potem bezpośrednio po ukończeniu zajęć. Tak samo powinny ostatecznie funkcjonować szkoły.
Odnosząc się raz jeszcze do zróżnicowania. Tak samo jak zróżnicowane jest społeczeństwo, tak samo istniałyby zróżnicowane szkoły oferujące różne programy nauczania. A ostatecznie to i tak rodzic decydowałby o tym do jakiej szkoły swoje dziecko wysłać i czego ma się nauczać. Jeżeli rodzic decyduje się na szkołę katolicką – śmiało! Inny na szkołę progresywną z nauczaniem o LGBT - proszę bardzo! To wybór rodziców i nie NAM ani w szczególności rządowi decydować o tym jak ktoś wychowuje swoje własne dzieci bo to zwyczajnie obrzydliwe.

Komentarze
Prześlij komentarz